Medytacja

Medytacja dla tych, którzy nie umieją usiedzieć. Chodzenie, taniec, kinhin

Są osoby, którym postanowienie „od jutra medytuję” po prostu nie wychodzi. Siadają do praktyki z najlepszymi intencjami, a po kilku minutach w bezruchu staje się jasne, że... to się nie uda. Może to Ty. A może znasz kogoś takiego: kogoś, kto w kinie zmienia pozycję co kwadrans, w trakcie rozmowy przez telefon przemierza całe mieszkanie, a na hasło „usiądź i odpocznij” reaguje szczerym zdziwieniem. Poduszka do medytacji? Ładnie wygląda w kącie pokoju.

Holiport Team

Siedzenie jest tylko jedną z form medytacji. Wiele tradycji od wieków praktykuje uważność także w ruchu. Dla części osób to właśnie ruch okazuje się łatwiejszym wejściem w praktykę.

Medytacja nie musi oznaczać bezruchu

Według dawnych tekstów buddyjskich uważność ćwiczy się w czterech pozycjach: podczas chodzenia, stania, siedzenia i leżenia. Siedzenie stało się symbolem medytacji, ale nigdy nie było jej jedyną formą.

Medytacją w ruchu nazywa się dziś szeroką rodzinę praktyk, od medytacji chodzonej, przez tai chi i qigong po świadomy taniec. Mają różne korzenie i różne cele, a medytacyjny charakter nadaje im przede wszystkim sposób prowadzenia uwagi. Ruch staje się punktem oparcia, zauważasz, że myśli odpłynęły i wracasz do tego, co czuje ciało: do kroków, ruchu dłoni, oddechu.

Kinhin, czyli chodzenie w zendo

Nawet zen, kojarzony z wielogodzinnym siedzeniem, przeplata zazen chodzeniem. Między kolejnymi okresami siedzenia praktykujący wstają i powoli okrążają salę w milczeniu. Ta praktyka nazywa się kinhin.

W tradycji Sōtō kinhin jest bardzo powolny. Na jeden pełny oddech, czyli wydech i wdech, przypada mniej więcej pół kroku. Dłonie są złożone przy piersi, a górna część ciała zachowuje tę samą postawę co w zazen: kręgosłup jest wyprostowany, ramiona rozluźnione, broda lekko cofnięta, a wzrok opuszczony przed siebie. Praktyka toczy się dalej, tylko w innej formie. Ta sama przytomność, która towarzyszyła siedzeniu, przechodzi teraz w chodzenie.

Jest w tym coś pocieszającego. Skoro nawet w klasztorze zen nikt nie oczekuje, że będziesz siedzieć bez końca, możesz łaskawiej spojrzeć na siebie i swoją praktykę.

Medytacja chodzona na co dzień

Medytacja chodzona to chyba najprostsza forma medytacji w ruchu. Do rozpoczęcia wystarczy Ci tylko kilka metrów wolnej podłogi.

Wybierz odcinek od 10 do 20 kroków, na przykład korytarz albo ścieżkę w ogrodzie. Stań na chwilę i poczuj ciężar ciała na stopach. Potem idź wolniej niż zwykle, kierując uwagę na to, jak stopa się unosi, przesuwa i dotyka podłoża. Na końcu odcinka zatrzymaj się, obróć i wróć tą samą drogą.

Niektórym pomaga ciche nazywanie ruchów: „unoszę, przenoszę, stawiam”. Gdy myśli odpłyną, po prostu wróć do stóp. Na początek wystarczą trzy do pięciu minut, potraktowane jak mały eksperyment. Z czasem możesz spróbować tej samej uważności w codziennym spacerze, na przykład przez pierwsze sto kroków w drodze na przystanek.

Tai chi i qigong – uważność w powolnym ruchu

Krok dalej są tai chi i qigong, chińskie praktyki łączące płynne sekwencje ruchów z oddechem i skupieniem. W badaniach te praktyki u osób starszych wiąże się między innymi z lepszą sprawnością fizyczną i funkcjami poznawczymi. Dla kogoś, kto lubi strukturę i powtarzalność, mogą być dobrym wyborem. Są też ciekawszą formą od prostej medytacji chodzonej.

Taniec jako medytacja

Najwięcej swobody daje świadomy taniec. To ruch do muzyki bez kroków do nauczenia i bez lustra. Najbardziej znane formy to 5 Rytmów Gabrielle Roth i taniec ekstatyczny (ecstatic dance), w którym na parkiecie obowiązuje cisza słowna, brak telefonów i brak oceniania.

Uwaga kieruje się tu na doznania z ciała, impulsy do ruchu i to, jak zmienia się energia wraz z muzyką. Dla osób, które w bezruchu czują narastający niepokój, możliwość poruszania się bywa dużą ulgą. Uczestnicy opisują lepszy nastrój i większe poczucie obecności w ciele.

Świadomy taniec potrafi też poruszać trudne emocje, dlatego jeśli to Twoje pierwsze spotkanie z tą formą, wybierz krótsze wydarzenie i doświadczonego prowadzącego.

Najczęstsze „to nie dla mnie”

„Nie umiem wyłączyć myśli”

Myśli podczas praktyki są czymś spodziewanym i nie trzeba się ich pozbywać. Wystarczy zauważyć, że uwaga odpłynęła, a potem ją przywołać. W ruchu łatwiej odnaleźć punkt powrotu, bo stopa czy dłoń są wyraźnie wyczuwalne.

„Bolą mnie kolana i plecy”

Medytacja nie wymaga siadu skrzyżnego – możesz siedzieć na krześle. Jeśli żadna pozycja siedząca nie jest wygodna, a chodzenie tak, spokojne kroki mogą być dobrym początkiem.

„Jestem zbyt niespokojna/-y”

Niektórym osobom łatwiej się uspokoić w działaniu niż w bezruchu. W ruchu możesz mieć oczy otwarte i zachować kontakt z otoczeniem – zresztą otwarte oczy nie są wyjątkiem także w medytacji siedzącej. W zazen praktykuje się właśnie z oczami lekko otwartymi, istnieje też praktyka jogiczna zwana trataką, polegająca na nieruchomym wpatrywaniu się w jeden punkt lub obiekt, najczęściej w płomień świecy, a potem utrzymywaniu tego obrazu przy zamkniętych oczach.

„Nie umiem tańczyć”

W świadomym tańcu każdy ruch jest w porządku. Możesz kołysać się w miejscu, chodzić po sali albo stać i słuchać muzyki.

Czy w końcu trzeba usiąść?

Nie trzeba. Medytacja w ruchu jest pełnoprawną praktyką. U niektórych osób po pewnym czasie siedzenie zaczyna przychodzić łatwiej, bo powrót uwagi jest już znajomy. Jeśli zechcesz to sprawdzić, możesz połączyć obie formy: kilka minut chodzenia, a potem kilka minut siedzenia, tak jak w zendo, tylko w skromniejszej skali.

Na dziś wystarczy jedno: kawałek podłogi, kilka wolnych kroków i ciekawość, co poczują stopy.

Źródła